pełnia

On 26 kwietnia 2013 by Gosieńka
Babcia czuje bliski związek z naturą. Jednak dopiero w czasie pełni / w pełni?/ to sobie uświadamia. Najpierw pojawia się nieuzasadniony niepokój. Potem- w pełni- wewnętrzne rozdygotanie. Zwykle wtedy nadchodzą gorsze wieści, męczące sny, katastroficzne wizje bliższej i dalszej przyszłości, ba, nawet obrazy ostateczne. Babcia racjonalnie się buntuje: co, u licha, skąd się to bierze? Aż nagle wieczorem spostrzega na niebie pyzatą, szyderczą gębę. No tak, pełnia. Więc nie utajona, śmiertelna choroba, nie czyhające na bliskich nieszczęścia, tylko księżyc. Po paru dniach ustaje kołatanie serca, myśli przestają trzepotać, świat łagodnieje. Wystarczy kawałek ziemskiego cienia na księżycowej tarczy. Ziemska codzienność spokojnie zwycięża nad tym nieziemskim niepokojem.

Babcia pyta za Czechowiczem: „czegóż się bać?” Jest pięknie, prawie sielsko. Trochę żal, że tylko z jedną wnuczką. No tak, ale czy można zabierać rodzicom wszystkie dzieci? A jeśli, to na jak długo? A jeśli nie, to jak przegonić tęsknotę i to uporczywe przekonanie, że zegar tyka i skraca wspólny czas? A inne rozłąki? Czy lepiej cieszyć się cudzym szczęściem z daleka, czy z bliska? Więc jednak coś uwiera, przeszkadza odetchnąć pełną piersią. Jak by to było, gdyby nic nie uwierało? Czy to możliwe?

I wtedy babcia przypomina sobie pełnię. Ile z nią problemów, ile chaosu! Ta bezczelna księżycowa gęba nie tylko wszystko rozjaśnia, ale też prześwietla na wylot…Wydobywa z mroku śpiące demony. Niech już lepiej się schowa za kawałkiem chmury.

A Lenka już dawno to wie. Pyta babcię:

– Jesteś zła czy szczęśliwa?

Babcia odpowiada po namyśle:

– Szczęśliwa.

Lenka triumfalnie się uśmiecha i szeroko rozkłada ramiona:

– ZGADŁAŚ!

Fot. NASA/Sean Smith

podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *