Swołowo

On 20 sierpnia 2013 by Gosieńka

Wakacje nad morzem same w sobie wydają się gwarantować niezmierzoną ilość atrakcji. Jednak bywa, że po paru dniach plaża i morski brzeg nudzą, zwłaszcza gdy spragnieni relaksu rodzice nie kwapią się do zabaw w piasku. Tradycyjne i dmuchane place zabaw, ustawiane przy promenadach, sklepach i lokalach połykacze monet / ziemskie i kosmiczne pojazdy i karuzele/- wszystko do doprowadza z czasem rodzicielskie nerwy i portfele do ruiny…

A można zapewnić dzieciom naprawdę wesołe atrakcje za niewielkie pieniądze, o ile trafi się w każdą niedzielę lipca do „Dziecięcej Zagrody”.

Niewiele jest takich muzeów jak to w Swołowie. Cała wieś stanowi- na szczęście żywą – enklawę dobrze pojętej tradycji. Widać ją w zabudowie. Muzealne zagrody są rozrzucone pomiędzy budynkami mieszkańców, przy surowych uliczkach z „kocich łbów”. Te współczesne domy świetnie się z nimi komponują, czasem dzięki drobnym detalom / szydełkowa firanka w oknie, swojskie kwiaty w ogrodach/. Niektóre wiernie naśladują „pruski mur”.

Kiedy przekraczamy drewnianą bramę Zagrody Albrechta, znajdujemy się na wiejskim podwórku otoczonym zabudowaniami. Na środku potężna sterta słomy, obok odpoczywające- jakby porzucone na chwilę- maszyny rolnicze. Dookoła drzwi do /zamieszkałych!/ chlewików, kurnika, stajni i szerokie wrota stodoły. Tam impreza się zaczyna „Czytaniem na sianie” pomorskich legend. Wśród świeżego siana, łaskoczącego zapachem i łodyżkami, w tajemniczym półmroku można usiąść na pufach ze sprasowanej słomy i przenieść się do magicznej przeszłości.

A potem już wesoła zabawa- co tydzień pod hasłem innego tworzywa : wikliny, tkaniny, drewna i gliny.

W sadzie na trawie szereg rekwizytów. Mimo obiektywnie niewielkiej powierzchni trudno w ciągu kilku godzin nacieszyć się wszystkimi. Można rzucać woreczkami z grochem do wiklinowych koszyków zawieszonych na żerdce. Albo uplecionymi z sitowia czy siana kółkami – na gałązki. Można łowić w wanience korki wędką z patyka i sznurka, albo podobną chwytać za metalowe pętelki wiklinowe „czapy” i podnosić je ponad szachownicę z tkaniny. Można układać na trawie drewniane obrazki, kompletując rodziny kurek, kaczek…Albo skakać w klasy, ułożone z drewnianych elementów na murawie.

łowimy 1

Pod drzewami jeszcze drewniane konie, wózek z dyszlem gotowy do przejażdżki / o ile znajdzie się chętny „koń”…/. No i przebojowa kuchnia pod daszkiem, wyposażona w stare, a więc tym bardziej atrakcyjne przedmioty: warzechy, młynki, wałki, maselnicę, dzbanki, koszyki, półki i serwetki. Raj dla dziewczynek, ale i pokusa dla chłopców. Można chwycić za miotłę, zajrzeć do kuferka…Niejeden dżentelmen stanie obok koleżanki, żeby pognieść prawdziwe ciasto, posypać je czarnuszką i rzucić na patelnię /na zimno tym razem, bo bezpieczniej/.

Nawet kosztem rezygnacji z sąsiedniego „klockowiska” ze stosem dużych drewnianych kostek. To nie wszystko, a jeszcze obok trwają warsztaty dla nieco starszych dzieci, a jeszcze animatorka zaprasza do wspólnych zabaw i wyliczanek. Można wystartować w wyścigach: biegać parami w jednym worku, myć na czas ziemniaki, przenosić jajka i przesypywać zawartość koszyków, toczyć slalomem główkę kapusty…

W razie apetytu wejść do prawdziwej wiejskiej kuchni po słodkie racuchy albo skorzystać z nienachalnej oferty kramów rozstawionych pod ścianami budynków i kupić kawał puchatego drożdżowego placka z owocami. Jest też utrzymana w klimacie gospoda z szerszą ofertą dań.

Wszystko w swobodnej atmosferze wiejskiego ogrodu, gdzie za niskim płotem – pastwiska, konie, krowy, owce i stadka gęsi, a na horyzoncie tylko las.

Dzień kończy się podobnie, jak się zaczął- w stodole, na sianie. Tym razem oglądamy przedstawienie. Cóż z tego, że historia Don Kichota i Sanczo Pansy nie fascynuje najmłodszych, skoro odpoczywają po wszystkich zabawach słuchając niskiego głosu narratora i spokojnych ballad jego partnerki i patrzą na skromny ekran rzutnika, po którym przesuwają się czarno- białe rysunki postaci- bohaterów z La Manczy…Cóż z tego, skoro taki teatr okazuje się bardziej intrygujący od telewizyjnych kreskówek!

A za tydzień można przyjechać jeszcze raz i zasiąść za warsztatem tkackim- z gałganków utkać makatkę, chodniczek, co tam komu w duszy gra…Można się nawet nauczyć filcowania prawdziwej owczej wełny i wyjść z własną podkładką pod kubek albo ze szmatek wyczarować jedyną w swoim rodzaju lalkę.

A potem jeszcze niedziela z drewnem i kolejna- z gliną. Kto wie, co się wtedy wydarzy…

co by tu... jazda 2 koncert 9 praca Isi 2   słoma i woda swołowo 5 swołowo 6 swołowo 8 swołowo 24 swołowo 28 ścianka 1 ścianka 2

podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *