wzór.

On 10 lutego 2015 by Iwona

Dzieci czekają grzecznie przy stoliku, Pani ( właściwie to nie Pani- bo tutaj w Niemczech nie ma Pani Iwony , Pani Anny, tutaj dzieci mówią do nas po imieniu). A więc..Anna szykuje dla 6- latków zajęcia plastyczne. Starannie kopiuje szablon obrazka z książki, odrysowuje na karton, potem wycina i poszczególne części przenosi na kolorowe papiery. Dzieci się niecierpliwią, są bardzo zaciekawione tym, co będą dzisiaj robić, Tylko jeden chłopczyk patrzy naburmuszony, a usta układają się w podkówkę- wolałby bawić się resorakami. Każde dziecko otrzymuje pudełko z elementami do wycięcia. Mają wyciąć i posklejać według wzoru. Dokładnie. Najpierw chmurka, potem słoneczko. Helikopter jest czerwony i ma żółte śmigło itd.. Rach- ciach i gotowe. Podpisuję karteczkami gotowe prace, żeby mi się nie pomyliły – są przecież identyczne! Wieszam gotowe prace na „wystawce” i się uśmiecham..ale muszę się przyznać..trochę ironiczny jest ten uśmiech.

Po śniadaniu to ja dostaję grupę młodszych dzieciaków do przeprowadzenia zajęć plastycznych. Wyciagam duży arkusz szarego papieru. Jest piękna pogoda, więc resztę dnia spędzimy w ogrodzie. Nie szykuję pędzli, szukam szyszek, liści, patyków. Z pracowni przynoszę kawałki materiałów, szczoteczki do zębów. Dzieciom otwierają się szeroko oczy. A gdzie są pędzle? Pytają: a potniesz ten papier, żeby każdy mógł malowac? Nie, nie potnę, będziemy malować razem, tym, co mamy pod ręką. Dzieci patrzą , chyba troszkę nie rozumieją. Po chwili sięgamy już razem po patyki, farby, odbijamy liście i kawałki materiałów. Dzieci zaczynają nieśmiało, pytają, co malować i jak. „Jak chcecie” -odpowiadam. „Jak to, jak chcemy?”- słyszę niedowierzanie w ich głosach. Stworzyliśmy fajny obraz, ciekawy.Inny. Wychowawczynie zaciekawione zerkają mi przez ramię.

Kiedy wieszam „mój” obraz koło kolorowych helikopterów, próbuję to jakoś ze sobą skonfrontować. Na początku puchnę z dumy, przecież to MOJA praca jest taka twórcza,ekspresyjna, a nie te mozolnie wycinane samolociki. Ale już po chwili uśmiecham się, bo dla mnie to takie trochę zderzenie wschodu z zachodem, naszej polskiej fantazji z niemiecką precyzją.

Moje dwa światy.

I już po chwili wiem, że fajnie będziemy się uzupełniać…

…To był mój pierwszy dzień w niemieckim przedszkolu.

 

fot. Iwona

fot. Iwona

 

podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *